sobota, 30 kwietnia 2016

Ja nie moge tego... cz.2

Tekst - oznacza myśli

~~~~~~~~~~~~~~

- Kocham Cię – powiedział Lizi
- Ja ciebie też. Ale mam nadzieję że nie masz już dzisiaj żadnych planów na dzisiaj, bo zabieram cię na koncert Death Hunter’s
- Se-serioo!? Ale bilet zostały wyprzedane w godzinę.
- Dla ciebie wszystko, kochanie.
- Jeeej! Dziękuję.
Jaki on ma piękny uśmiech kiedy jest tak naprawdę szczęśliwy.
- Mam dla ciebie jeszcze jedna niespodziankę, ale to już po koncercie. – szepnąłem mu na ucho, przy okazji przygryzając płatek – Idź się szykować.
- Za ile wychodzimy?
- Za dwie godziny.
- To ja lecę się przygotować!
- Tylko seksownie.
- Jak sobie życzysz.
Ja poszedłem do swojej garderoby, wybrać odpowiednie ubrania. Wybrałem czarne podkreślające moje długie nogi spodnie. Koszulkę z logiem zespołu – nieludzka twarz potwora podobnego do Seedeather’a oraz krwawy napis Death Hunter’s. Wszystko dopasowała naćwiekowana ramoneska i obowiązkowo – glany.
Mogłem sobie na to wszystko pozwolić, ponieważ mama miała duże udziały w Apple, a tata prowadził firmę związaną z wydobyciem i sprzedażą ropy. Moi rodzice wiedzieli że jestem gajem i że mam chłopaka, ale jeszcze go nie poznali. Ale już niedługo. Wkrótce są moje urodziny i wtedy go poznają. Mam tylko nadzieję ze go zaakceptują.
Ale dość rozmyślań, czas wychodzić.
- Jesteś gotowy? – krzyknąłem do Liziego
- Tak, już idę! – usłyszałem głos dobiegający ze schodów.
Gdy schodził ujrzałem demona o anielskiej twarzy.
Jego smukłe nogi ozdabiały przylegające rurki z dziurami na udach, butelkowa koszulę miał włożona w spodnie, a na nią narzucona ramoneska. Jego cudowną buźkę okalały rozpuszczone włosy, ukazując piękno jego oczu.
- Halo, ziemia do Andy’ego. – mój kochany pomachał mi ręką przed twarzą
- Przepraszam, ale trudno jest odwrócić wzrok od piękna w najczystrzej postaci.
Lizi nic nie odpowiedział, tylko się zarumienił i pociągnął mnie w stronę mojego wiśnowo-czarnego Pagani Huayra.
Zazwyczaj nie lubię popisywać się moim stanem majątkowym, ale czasami mnie poniesie, jeśli chodzi o samochody i motory…
Na autostradzie ścigaliśmy się z moim przyjacielem Carlem – okazało się że również jedzie na ten koncert.
~~~~~~~~~~
Kiedy weszliśmy do klubu uderzyła nas fala głośnej muzyki i zapach przesycony podnieceniem i potem. W tłumie zobaczyłem kolorową grzywę przyjaciela. Pociągnąłem Liziego do Carla. Mój chłopak jeszcze go nie znał, ale powinni się polubić. Raczej…
- Cześć, Andy! Co u ciebie?
- Carl, wszystko dobrze…
- A co to za loszkę sobie przygruchałeś?
- Właśnie chciałem ci przedstawić mojego partnera Liziego – ale mi chamsko przerwałeś. Pozwolisz więc, że pójdziemy już pod scenę.
Niestety przez rozmowę nie spojrzałem ani razu na moje kochanie. I to był wielki błąd. Nigdzie nie było chłopaka. Zaniepokojony  zacząłem rozglądać się za nim, bo sens krzyczenia za nim, gdy muzyka prawie wszystko zagłuszała, był odwrotnie proporcjonalny do głośności w pomieszczeniu.


W czasie kiedy Andrew szukał chłopaka, Lizi popadł w malutkie kłopoty.


( Takim cudeńkiem jeździ Andy, tylko bardziej wiśniowym)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz