sobota, 26 grudnia 2015

Pokaż mi świat

Dzień dobry, ~
chciałam przeprosić za długie niepojawianie sie postów na blogu. Troszke go zaniedbałam, wiem to moja wina. Po pierwsze - miałam testy, po drugie - nie miałam weny (i odczówałem brak komentarzy).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siedzę sobie na miękkim fotelu. Zza ściany dochodzą mnie głosy mojego taty i jeszcze innych dwóch osób. Abi i Lu siedzą sobie ma moich kolanach, a Ea jest opleciona wokół mojej szyi. Są to moje trzy węże które wybrały mnie na ceremonii nadania. Są moimi przyjaciółmi i przewodnikami.
Słyszę kroki mojego ojca zbliżające się do drzwi. Zostają one otwarte jednym ruchem.
- Dziękuje za rozmowę. – zwrócił się do mężczyzn, których rozpoznałem gdy usłyszałem ich kroki
- Ależ nie ma za co, cała przyjemność po naszej stronie. – odpowiedział jeden z jego rozmówców
- Ardio, chciałbym abyś poznał Zuko, twojego opiekuna na czas pobytu tutaj.
Zwróciłem się do węży
- I jak z nim?
- Myślę że można mu zaufać. – odsyknął Lu, zawijający się wokół mojej ręki
- A wy? -  zwróciłem się do pozostałych węży
- Wygląda na miłego, ale trzeba go lepiej poznać. – stwierdziła Ea
- Zgadzam się z nią – odpowiedział Abi owijając się wokół klatki piersiowej i ramienia
- Miło mi poznać.- powiedziałem już normalnie do Zuko i wyciągnąłem rękę przed siebie
- Mi również, pierwszy raz widzę osobę mającą więcej niż jednego Nadanego. – uścisnął mi mocno rękę. Troszkę za mocno.
Wyczuwając to węże zaczęły syczeć i obnażać kły w stronę ręki. Zuko gwałtownie ją puścił odsuwając się. Uspokoiłem przyjaciół - przestały syczeć.
- Przepraszam za nie, dużo osób jest tym zdziwione, może to dlatego że nie widzę.
- … Naprawdę nie widzisz? – zapytał bezpośrednio i przybliżył się do mnie
- Tak, i przestań mi machać ręką przed twarzą. – zarządałem
- Jak ty…
- Nie bez powodu te węże mnie wybrały, i dodatkowo to że nie widzę nie znaczy że nie czuje. A przy okazji węże nazywają się : Abbadon, Lucyfer i Eazela. – Mówiąc ostanie zdanie wskazywałem odpowiednie węże.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mi ojciec.
- Dobrze, na mnie już czas. – powiedział do dwóch mężczyzn – A ty Ardio, uważaj na siebie, pamiętaj że jesteśmy niepokonani i stawiamy czoła przeciwnościom losu. – te słowa mówione szeptem do ucha skierował do mnie.

- Dziękuje tato. – usłyszałem jedynie oddalające się kroki mojego ojca.

(Ardio tak mniej więcej wygląda tylko ma inny kolor włosów i oczu)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz