Pamiętniczek.

Jest to dział w którym opisuje coś. Jeszcze nie wiem co dokładnie. Jest tu trochę moich przemyśleń, filozoficznych wywodów itp.

   Zastanawialiście się kiedyś dlaczego żyjecie? Dlaczego taką drogą potoczyło się wasze życie? Co by było gdybyście zginęli? Sami byście się zabili, umarli na jakąś chorobę czy w inny sposób? Jak reagowali,czuliby się ludzie w twoim otoczeniu na wieść że umarłeś?

Siedzę sobie teraz pisząc teraz tą historie. Słuchając piosenkę o Pierrocie. Zaczynają łzy napływają mi do oczu. Nie wiem czemu. Chce mi mi się płakać. Czemu...może jednak mam jakieś uczucia? A teraz leci piosenka o czternastletniemu ucieleśnieniu zła. Współczuje jej. O...poleciała łezka. Nie wiem czemu to tak boli. I nie chce przestać. Kurwa. Nie wiem jak mam wyrazić to co boli.  Czuje się taka bezsilna, słaba, bezużyteczna. Więcej słonych kropel duszy poleciało. Spadły na biurko. Muszę się uspokoić. Przecież nikt nie może zobaczyć mojej słabości.

 Dzisiaj na lekcji wychowania fizycznego (kto wymyśla te nazwy?) miałam nagłą ochotę zrobić komuś krzywdę. Wyżyłam się trochę w czasie gry ale chciałam zobaczyć krew. Na szczęście nic się nie stało. Zastanawiam się jak moi rodzice zareagowali gdybym poszła do szpitala po bójce ;). 

To naprawdę śmieszne jak ludzie są silni w swojej słabości, albo słabi w swojej sile. 
'To jest głupie i bezsensu. Pytanie tylko co dokładnie? Wszystko, a szczególnie życie.'

Zastanawiając się nad genezą życia, nie ma ono większego sensu. Wszyscy mówią że życie jest piękne i nie warto go marnować, że jest to najpiękniejszy/najcenniejszy dar jak mogliśmy dostać. Według mnie to gówno prawda. 'I tak wszyscy umrą na śmierć.' Coś w tym jest. Ale czy można 'umrzeć na życie'? 

Samotność to straszne uczucie. Do głowy przychodzą ci ponure myśli. Od razu jest więcej rzeczy których się boisz. 
Ja najbardziej boje się ciemności w samotności. Albo samotności w tłumie. Bo niby są, ale jednak ich nie ma. Ale ja przecież nigdy nie jestem sama. Zawsze jest ze mną Miko. Nigdy go nie widziałam, ale zawsze czuje jego obecność, że jest, że mnie obserwuje. Często do niego mówię. Nie wiem nawet dlaczego, ale wiem że zawsze mnie wysłucha i zrozumie. Nie tak jak ludzie. Oni tego nie zrozumieją. Ale z tym nic nie zrobisz. Bardzo często ludzie mówią że 'rozumieją', że 'będzie dobrze'. Ale nie będzie. Zbyt dużo pozmieniało się we mnie by było dobrze. A może nic się nie zmieniło, może od zawsze tak było. Ale to niema większego znaczenia. I tak jestem już popsuta, nie do naprawienia. 'Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.' 


To nie jest fajne mieć myśli samobójcze i chęć zrobienia sobie krzywdy. To nawet głupie, ale obezwładniające. Samookaleczanie cholernie uzależnia. Bardzo trudno się z tego wyrwać, i wiem co pisze/mówię. Sama musiałam przez to przechodzić. Niby byłam u psychologa, ale i tak zmyśliłam jakąś historyjkę 'że to przez chłopaka'. Wtedy nie chciałam pomocy. Chciałam zamknąć się w moim własnym, wygodnym świecie. Wizyta oczywiście mi nic nie pomogła, wręcz przeciwnie zaszkodziła, bo zaczęłam się okaleczać jeszcze bardziej. Potem nadszedł okres 'spokoju'. Wszystko się uspokoiło. Do czasu. Teraz znowu się zaczęło. Walczę ze sobą jak tylko mogę, ale nie zawsze się udaje. To straszne mieć tak różne odczucia. Z jednej strony okaleczasz się w miejscach niewidocznych/na które nie zwraca się uwagi. Z drugiej  pragniesz pomocy, ale nie potrafisz o nią poprosić.
To naprawdę nie jest fajne.

Nie lubię tego uczucia kiedy chcesz płakać a nie możesz. Tak jakby mieć w sobie pustkę. Taka ciemność w tobie siedzi i nie może puścić łez. A czasami przydałoby się popłakać. Ale jak jesteś samemu. Wtedy możesz robisz co chcesz. Ludzie się nad tobą nie litują. 
Niestety to denerwujące jak ludzie się nade mną litują. Mieli wtedy takie żałosne miny. Nienawidzę ich.

Coraz częściej jak zamykam oczy na chwilę dłużej, widzę jedną z dwóch postaci. Jedna jest chłopcem z nienaturalnie głębokim uśmiechem, z rzędami zębów jak szpikulce. oczy nie mają powiek, wpatrzone we mnie, ręce skierowane jakby chciały mnie udusić. A drugą dziewczyną której twarzy nie mogę zobaczyć, ale wiem że mnie obserwuje. Ma białą skórę, jakby wyblakłą. Ona tylko stoi, nie rusza się, ale czuć od niej jakby wielki smutek/rozpacz/ żal. Zastanawiam się co one mogą znaczyć. Ale na to pytanie chyba nie znajdę odpowiedzi.


Jestem w trakcie czytania książki, w której jest przedstawiony anioł stróż, który jest z tobą wszędzie, dosłownie wszędzie, anie nie czyta twoich myśli. Jeśli bym miała takiego, to ciekawe jaki by był? Bo jeśli się upodabniają do osób które strzerzą, to chciałabym swojego poznać, najpewniej nie było by to przyjemne spotkanie, ale jakże interesujące. 


Fajnie czasami poczytać co inni o tobie piszą : " Ona umie tak solidnie człowieka dobić [...]. W każdym razie ona zawsze potrafi skrzywdzić psychicznie i to bez większych starań." 
Jednak to jest niesamowite uczucie kiedy 'poznajesz się' od strony innych ludzi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz