Nie miałem pomysłów jak się wykręcić i chciałem przejechać się motorem. Tak jak mówiła zajechaliśmy do szpitala po 15 minutach. Przy okazji dowiedziałem się że ma na imię Ozis. Polubiłem ją. Okazała się bardzo otwartą i opanowaną kobietą. W szpitalu podziękowałem za pomoc i odszedłem w stronę recepcji. Czekając na moją kolej w oddali zauważyłem platynowe włosy.
- Layle! - podbiegłem do niego
- Co ty tu robisz i skąd zansz moje imię? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Ręka mnie boli i Zoriel mi powiedział. - uśmiechnąłem się - Dzięki za rano.
- Proszę, ale nie rób tego więcej, (miał puste spojrzenie) bo to się źle skończy. A w ogóle to jak się nazywasz?
- Atriel.
- Atriel - powtórzył - ładne imię.
Zaczerwieniłem się. Jego uśmiech mnie onieśmielał. Przyłożył mi rękę do czoła.
- Masz gorączę? - zapytał
Ale już go nie usłyszałem, widziałem obrazy ukazujące krwawe sceny. Ujrzałem na nich platynowe włosy. Mrożący krew w żyłach uśmiech i porzucone ciało zawieszone na łańcuchach. Krew wypływała powoli z oczu i ran na torsie. Zemdlałem.
Obudziło mnie dziwne brzęczenie. Jakieś czerwone światło przejechało mi po oczach.
- Leż spokojnie, właśnie robię Ci tomografię komputerową za chwilę się to skończy. - chciałem odpowiedzieć, ale mi przerwał - Nic nie mów, bo badanie się nie uda.
Po chwil zacząłem się wysówać z urządzenia. Zoriel podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Co się stało? - zapytałem
- Zemdlałeś po rozmowie z Layle.
- Pamiętam tylko jak położył mi rękę na czole. - skłamałem
- Badanie nic nie wykazało. - odpowiedział z miną wyrażającą zdziwienie i zasatnowienie. Wyjął ciśnieniomież i zacisnął go na mojej ręce. I umarł.
- Layle! - podbiegłem do niego
- Co ty tu robisz i skąd zansz moje imię? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Ręka mnie boli i Zoriel mi powiedział. - uśmiechnąłem się - Dzięki za rano.
- Proszę, ale nie rób tego więcej, (miał puste spojrzenie) bo to się źle skończy. A w ogóle to jak się nazywasz?
- Atriel.
- Atriel - powtórzył - ładne imię.
Zaczerwieniłem się. Jego uśmiech mnie onieśmielał. Przyłożył mi rękę do czoła.
- Masz gorączę? - zapytał
Ale już go nie usłyszałem, widziałem obrazy ukazujące krwawe sceny. Ujrzałem na nich platynowe włosy. Mrożący krew w żyłach uśmiech i porzucone ciało zawieszone na łańcuchach. Krew wypływała powoli z oczu i ran na torsie. Zemdlałem.
Obudziło mnie dziwne brzęczenie. Jakieś czerwone światło przejechało mi po oczach.
- Leż spokojnie, właśnie robię Ci tomografię komputerową za chwilę się to skończy. - chciałem odpowiedzieć, ale mi przerwał - Nic nie mów, bo badanie się nie uda.
Po chwil zacząłem się wysówać z urządzenia. Zoriel podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Co się stało? - zapytałem
- Zemdlałeś po rozmowie z Layle.
- Pamiętam tylko jak położył mi rękę na czole. - skłamałem
- Badanie nic nie wykazało. - odpowiedział z miną wyrażającą zdziwienie i zasatnowienie. Wyjął ciśnieniomież i zacisnął go na mojej ręce. I umarł.
SUCHAR TYGODNIA ... ★º★
Urządzenie działało sprawiając lekki ból. Chyba wszystko było dobrze, ponieważ twarz jego pozostała opanowana.
- Zdejmij koszulkę - powiedział, zakładając słuchawki lekarskie. Po badaniu po prostu wyszedł z pokoju, nic mi nie mówiąc. Martwiłem się, czy wszytko w porządku. Moje rozmyślania przerwał Lyale. Przypomniałem sobie wizje, kiedy mnie dotknął. Przerażony n niego spojrzałem. 'Kim on jest? Co on robił?' Te pytania nie dawały mi spokoju. Ale jego oczy pozostały nieodgadnione. Spokój połączony za zmartwieniem. Wyglądały tak pusto. Będę musiał się dowiedzieć o co chodzi. Najlepiej od razu, więc wypaliłem:
- Kim ty Naprawdę jesteś?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Ale ja chcę wiedzieć teraz.!
- Czasami niewiedza jest lepsza od wiedzy.
Na to już nic nie odpowiedziałem. Odwróciłem głowę w drugą stronę.
- Popatrz na mnie. - powiedział stanowczo
Ale dalej siedziałem, nie ruszając się. Nic nie mówiąc, chwycił moją twarz tak że musiałem na niego spojrzeć.
- Patrz na mnie kiedy do ciebie mówię, albo stracę cierpliwość, a wtedy nie będę już taki miły.
Zacząłem drżeć kiedy to mówił jego oczy zmieniły się z pustych na wściekłe.
- Nigdy więcej się o to nie pytaj. - to powiedział prawie szeptem.
Jeszcze zanim zaczął to mówić podniósł mnie z łóżka i trzymając za gardło przyszpilił do ściany. Brakowało mi tlenu.
Wbrew zdziwieniu nie mogłem postąpić normalnie i zacząłem myśleć że taka sytuacja mi się podoba. Gdybyśmy byli jeszcze baz ubrań... Zacząłem odganiać te wizje ruchami głowy, co musiało wyglądać bardzo śmiesznie, bo twarz Layle rozbawiła się. Znikł ten groźny błysk w oczach. Puścił mnie i osunąłem się po ścianie. Na takiej scenie zastał na Zoriel. Nie był z tego zadowolony.
- Co wy, do cholery, robicie?
- Nic. - opowiedział Layle szybciej niż w ogóle zdążyłem otworzyć usta
- Atriel, wstawaj, pomogę ci. - powiedział lekarz wyciągając rękę. I w tym momencie zauważył ślady na mojej szyji.
- Czemu ty to zrobiłeś Lay? - prawie krzyknął, a w jego głosie było słychać zdenerwowanie i smutek - Wiesz o tym że mogłeś go zabić.
Zoriel patrzył na niego z wyrzutem, na co mężczyzna z platynowymi włosami spuścił głowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz