- Layle! - podbiegłem do niego
- Co ty tu robisz i skąd zansz moje imię? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Ręka mnie boli i Zoriel mi powiedział. - uśmiechnąłem się - Dzięki za rano.
- Proszę, ale nie rób tego więcej, (miał puste spojrzenie) bo to się źle skończy. A w ogóle to jak się nazywasz?
- Atriel.
- Atriel - powtórzył - ładne imię.
Zaczerwieniłem się. Jego uśmiech mnie onieśmielał. Przyłożył mi rękę do czoła.
- Masz gorączę? - zapytał
Ale już go nie usłyszałem, widziałem obrazy ukazujące krwawe sceny. Ujrzałem na nich platynowe włosy. Mrożący krew w żyłach uśmiech i porzucone ciało zawieszone na łańcuchach. Krew wypływała powoli z oczu i ran na torsie. Zemdlałem.
Obudziło mnie dziwne brzęczenie. Jakieś czerwone światło przejechało mi po oczach.
- Leż spokojnie, właśnie robię Ci tomografię komputerową za chwilę się to skończy. - chciałem odpowiedzieć, ale mi przerwał - Nic nie mów, bo badanie się nie uda.
Po chwil zacząłem się wysówać z urządzenia. Zoriel podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Co się stało? - zapytałem
- Zemdlałeś po rozmowie z Layle.
- Pamiętam tylko jak położył mi rękę na czole. - skłamałem
- Badanie nic nie wykazało. - odpowiedział z miną wyrażającą zdziwienie i zasatnowienie. Wyjął ciśnieniomież i zacisnął go na mojej ręce. I umarł.