środa, 18 lutego 2015

Czy znasz ludzkie uczucia? cz.3

Nie miałem pomysłów jak się wykręcić i chciałem przejechać się motorem. Tak jak mówiła zajechaliśmy do szpitala po 15 minutach. Przy okazji dowiedziałem się że ma na imię Ozis. Polubiłem ją. Okazała się bardzo otwartą i opanowaną kobietą. W szpitalu podziękowałem za pomoc i odszedłem w stronę recepcji. Czekając na moją kolej w oddali zauważyłem platynowe włosy.
- Layle! - podbiegłem do niego
- Co ty tu robisz i skąd zansz moje imię? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Ręka mnie boli i Zoriel mi powiedział. - uśmiechnąłem się - Dzięki za rano.
- Proszę, ale nie rób tego więcej, (miał puste spojrzenie) bo to się źle skończy. A w ogóle to jak się nazywasz?
- Atriel.
- Atriel - powtórzył - ładne imię.
Zaczerwieniłem się. Jego uśmiech mnie onieśmielał. Przyłożył mi rękę do czoła.
- Masz gorączę? - zapytał
Ale już go nie usłyszałem, widziałem obrazy ukazujące krwawe sceny. Ujrzałem na nich platynowe włosy. Mrożący krew w żyłach uśmiech i porzucone ciało zawieszone na łańcuchach. Krew  wypływała powoli z oczu i ran na torsie. Zemdlałem.
Obudziło mnie dziwne brzęczenie. Jakieś czerwone światło przejechało mi po oczach.
- Leż spokojnie, właśnie robię Ci tomografię komputerową za chwilę się to skończy. - chciałem odpowiedzieć, ale mi przerwał - Nic nie mów, bo badanie się nie uda.
Po chwil zacząłem się wysówać z urządzenia. Zoriel podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Co się stało? - zapytałem
- Zemdlałeś po rozmowie z Layle.
- Pamiętam tylko jak położył mi rękę na czole. - skłamałem
- Badanie nic nie wykazało. - odpowiedział z miną wyrażającą zdziwienie i zasatnowienie. Wyjął ciśnieniomież i zacisnął go na mojej ręce. I umarł.


SUCHAR TYGODNIA ... ★º★

Urządzenie działało sprawiając lekki ból. Chyba wszystko było dobrze, ponieważ twarz jego pozostała opanowana.
- Zdejmij koszulkę - powiedział, zakładając słuchawki lekarskie. Po badaniu po prostu wyszedł z pokoju, nic mi nie mówiąc. Martwiłem się, czy wszytko w porządku. Moje rozmyślania przerwał Lyale. Przypomniałem sobie wizje, kiedy mnie dotknął. Przerażony n niego spojrzałem. 'Kim on jest? Co on robił?' Te pytania nie dawały mi spokoju. Ale jego oczy pozostały nieodgadnione. Spokój połączony za zmartwieniem. Wyglądały tak pusto. Będę musiał się dowiedzieć o co chodzi. Najlepiej od razu, więc wypaliłem:
- Kim ty Naprawdę jesteś?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Ale ja chcę wiedzieć teraz.!
- Czasami niewiedza jest lepsza od wiedzy.
Na to już nic nie odpowiedziałem. Odwróciłem głowę w drugą stronę.
- Popatrz na mnie. - powiedział stanowczo
Ale dalej siedziałem, nie ruszając się. Nic nie mówiąc, chwycił moją twarz tak że musiałem na niego spojrzeć.
- Patrz na mnie kiedy do ciebie mówię, albo stracę cierpliwość, a wtedy nie będę już taki miły.
Zacząłem drżeć kiedy to mówił jego oczy zmieniły się z pustych na wściekłe.
- Nigdy więcej się o to nie pytaj. - to powiedział prawie szeptem.
Jeszcze zanim zaczął to mówić podniósł mnie z łóżka i trzymając za gardło przyszpilił do ściany. Brakowało mi tlenu. 
Wbrew zdziwieniu nie mogłem postąpić normalnie i zacząłem myśleć że taka sytuacja mi się podoba. Gdybyśmy byli jeszcze baz ubrań... Zacząłem odganiać te wizje ruchami głowy, co musiało wyglądać bardzo śmiesznie, bo twarz Layle rozbawiła się. Znikł ten groźny błysk w oczach. Puścił mnie i osunąłem się po ścianie. Na takiej scenie zastał na Zoriel. Nie był z tego zadowolony.
- Co wy, do cholery, robicie?
- Nic. - opowiedział Layle szybciej niż w ogóle zdążyłem otworzyć usta
- Atriel, wstawaj, pomogę ci. - powiedział lekarz wyciągając rękę. I w tym momencie zauważył ślady na mojej szyji.
- Czemu ty to zrobiłeś Lay? - prawie krzyknął, a w jego głosie było słychać zdenerwowanie i smutek - Wiesz o tym że mogłeś go zabić.
Zoriel patrzył na niego z wyrzutem, na co mężczyzna z platynowymi włosami spuścił głowę.

sobota, 7 lutego 2015

Czy znasz ludzkie uczucia? cz.2

 W czasie kiedy Zoriel zakładał mi szwy, zaczęło się przepytywanie. 'Dlaczego to zrobiłem? Czy może mi jakoś pomóc?'
A ja tylko siedziałem spokojnie i odpowiedziałem na pytania. Nastała chwila ciszy, którą przerwałem pytaniem:
- Kim jest ten facet z długimi platynowymi włosami w białym kitlu?
- Nazywa się Layle, jest moim przyjacielem i był pacjentem.
- A dlacz...? - zapytałem z dawno nie wyrażaną ciekawością.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć, tajemnica zawodowa, ale bywa dość często w tym szpitalu, więc może sam się go zapytasz?
- Ok, dzięki. - odparł widząc skończony zabieg
- Nie ma za co. Ale następnym razem tego nie rób, nawet w imię nauki, bądź ciekawości. Jeżeli coś będzie się działo możesz zawsze przyjść i porozmawiać.
- Jeszcze raz wielkie dzięki. A przy okazji dasz mi swój numer telefonu, tak na wszelki wypadek.
- Rozumiem.To sobie zapisz...
Wróciłem jeszcze na chwile do domu po plecak i szybcikiem do szkoły. Zatrzymałem się. 'Po co tam w ogóle idę? Żeby się nade mną znęcali, obgadywali, mam już tego dość. Wracam do domu i idę do kina.' Przebrałem się w luźną bluzkę na ramiączka, z napisem "Make love, no war". Szary sweter i ciasne krwisto-czerwone spodnie, idealnie do niej pasowały. Nucąc pod nosem: "Był sobie król, był sobie paź, i była też...".
Zatrzymałem się w parku, podziwiając panoramę miasta. Dawno tego nie robiłem, dużo się tu zmieniło, jest więcej drapaczów chmur. Stałem tak jeszcze może 10-15 minut. Następnie zwróciłem się w stronę kina. Wybrałem film o tytule "V jak vendetta". Seans był świetny. Sale dzieliłem jedynie z pięcioma osobami. Zadowolony poszedłem do galerii. Było nawet dużo ludzi jak na piątek, wczesnym popołudniem. Chodziłem po sklepach, przymierzałem kilka ubrań w tym bluzę z dużym kapturem. Po wyjściu z budynku zrobionego w większości ze szkła, udałem się w drogę do domu. Słońce już częściowo zaszło za horyzontem. Obok mnie przemieszczały się z dużą prędkością auta. Nadgarstek zaczął pulsować tworząc promieniujący ból do ramienia od wewnętrznej strony ręki. Oparłem się o ścianę i ukucnąłem. Siedziałem tak z 2 minuty i podjechała do mnie kobieta na czerwono-czarnym motorze.
- Co się dzieje? - zapytała, niskim jak na kobietę, głosem
- Nic, tylko boli mnie ręka, to naprawdę nic takiego - kłamałem
- Wsiadaj, zawiozę cię do szpitala, nie przejmuj się i tak miałam tam jechać - wytłumaczyła widząc zdziwienie malujące się na mojej twarzy.