Zielonym - przyszłość
Niebieskim - teraźniejszość
Czerwonym - przeszłość WERSJA A
Blado-czerwonym przeszłość WERSJA B
Białym - 'wspólna' przeszłość
Będziesz miał brata, mówili. Będzie fajnie, mówili. I co? I gówno prawda. Niby na początku miało być najgorzej. Ale to się do teraz nie zmieniło, dalej mój brat jest nieznośny. Cały czas do mnie pyskuje, nie słucha co mówię.
Pewnego razu Michael mocno przeskrobał w szkole. A dokładniej pobił się ze starszym uczniem. Ale nie chciał powiedzieć dlaczego. Na początku chciałem na spokojnie porozmawiać, ale Michael nie wyjawił powodów. Powoli zacząłem się irytować, on to widział, ale nic nie zrobił. A właśnie on najlepiej wie co się dzieje kiedy się zdenerwuje lub zirytuje. Odpuściłem chciałem się uspokoić.
- Jak się wreszcie zdecydujesz się powiedzieć mi dlaczego, to możesz przyjść do mojego pokoju. Do tej pory masz szlaban na wychodzenie i internet. - odpowiedziałem idąc w stronę kuchni, wziąć coś do jedzenia.
Czekałem w pokoju na Michaela rozmyślając o naszych zmarłych rodzicach. Zgineli przez wypadek na motorach. Akurat ścigali się ze sobą. Po drodze zaczął padać deszcz. Mama wpadła w poślizg, a Tata chciał ją złapać... . Nie chce o tym dłużej myśleć. Kiedy dowiedzieliśmy się o ich śmierci, jakaś nić pękła, nigdy nie będzie tak samo. Michael wpadł w depresje i nie wychodził przez dwa tygodnie z pokoju, chyba że po niezbędne do życia rzeczy. W tym czasie zająłem się wszystkim innym, aby nie zajmować się natrętnymi myślami. Jednak gdy przez trzy dni nie wychodził z pokoju chciałem mu sam zanieść coś do jedzenia, nikt zza drzwi nie odpowiedział. Próbowałem je samodzielnie otworzyć, jednak nadal to nic nie dawało, poszedłem po zapasowe klucze. Kiedy już tam wszedłem, zobaczyłem Michaela siedzącego na krześle bez koszulki, całego w świeżych ranach, na podłodze leżał nóż do papieru. Z pustych oczu leciały mu łzy. Powtarzał tylko po cichutku :
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam,...
Stałem przez chwile zszokowany tym widokiem ale jak już się ocknąłem, chwyciłem za najbliższy koc i delikatnie okryłem nim go. Wziąłem na ręce i zaniosłem do samochodu. Był dużo lżejszy niż przed stratą rodziców. Jak najszybszą drogą pojechaliśmy do szpitala. Gdy tylko go wniosłem, podbiegła do nas pielęgniarka. Wytłumaczyłem jej krótko co się stało, a ona zawołała lekarza. Przyjęli Michaela i od razu pojechali na badania. Czekałem w poczekalni. Czas mi się dłużył niemiłosiernie. Wreszcie przyszedł lekarz.
- Michael teraz śpi, ma lekką anemie i jest niedożywiony i odwodniony. Wszystko będzie dobrze, za dwa dni powinien wyjść.
- Dziękuje panie doktorze. - odetchnąłem z ulgą.
Kiedy już tam wszedłem, zobaczyłem Michaela siedzącego na krześle bez koszulki,w ręku trzymał nóż do papieru i robił nim kreski na ręku. Brzuch miał niechlujnie obwiązany bandażem. Z jego pustych oczu leciały mu łzy. Podbiegłem do niego i wyrwałem mu nożyk. Urządzenie upadło głucho na podłogę. Chciałem go przytulić i pocieszyć, ale bałem się o rany. Postanowiłem pójść po apteczkę i opatrzyć mu rany. Martwiłem się, ale również delikatnie zdenerwowałem na siebie. 'Czemu wcześniej do niego nie poszedłem?' Gdy przemywałem mu rany, z oczu dalej leciały łzy
Powtarzał tylko po cichutku :
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam, ...
Gdy było po wszystkim położyłem go do łóżka.
- Przepraszam że wcześniej nie przyszedłem. Wybaczysz mi? - szepnąłem do niego
Ale nic mi nie odpowiedział. Po prostu się odwrócił się do mnie plecami. Wiec posprzątałem wszystko i wyszedłem do siebie.
Na następny dzień, wstałem rano, zrobiłem śniadanie i zaniosłem je Michaelowi do pokoju. Nadal leżał i się nie ruszał, nawet nie zjadł posiłku. Za każdym razem próbowałem z nim porozmawiać i przeprosić. Ale tylko odwracał się do mnie. Po kilku dniach zacząłem się porządnie irytować. 'Wiem że rodzice umarli, też musiałem sobie z tym poradzić. Ale ile można?'
Wpadłem do pokoju, a Michael dalej spał. Obudziłem go silnym zrzuceniem kołdry na podłogę. Chociaż miał poranione ciało, nadal był wspaniale wyrzeźbiony. Nic dziwnego, ponieważ grał w koszykówkę i pływał.

.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz