Dzień dobry, ~
chciałam przeprosić za długie niepojawianie sie postów na blogu. Troszke go zaniedbałam, wiem to moja wina. Po pierwsze - miałam testy, po drugie - nie miałam weny (i odczówałem brak komentarzy).
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedzę sobie na miękkim fotelu. Zza ściany dochodzą mnie
głosy mojego taty i jeszcze innych dwóch osób. Abi i Lu siedzą sobie ma moich
kolanach, a Ea jest opleciona wokół mojej szyi. Są to moje trzy węże które
wybrały mnie na ceremonii nadania. Są moimi przyjaciółmi i przewodnikami.
Słyszę kroki mojego ojca zbliżające się do drzwi. Zostają
one otwarte jednym ruchem.
- Dziękuje za rozmowę. – zwrócił się do mężczyzn, których
rozpoznałem gdy usłyszałem ich kroki
- Ależ nie ma za co, cała przyjemność po naszej stronie. –
odpowiedział jeden z jego rozmówców
- Ardio, chciałbym abyś poznał Zuko, twojego opiekuna na
czas pobytu tutaj.
Zwróciłem się do węży
- I jak z nim?
- Myślę że można mu
zaufać. – odsyknął Lu, zawijający się wokół mojej ręki
- A wy? - zwróciłem się do pozostałych węży
- Wygląda na miłego,
ale trzeba go lepiej poznać. – stwierdziła Ea
- Zgadzam się z nią –
odpowiedział Abi owijając się wokół klatki piersiowej i ramienia
- Miło mi poznać.- powiedziałem już normalnie do Zuko i
wyciągnąłem rękę przed siebie
- Mi również, pierwszy raz widzę osobę mającą więcej niż
jednego Nadanego. – uścisnął mi mocno rękę. Troszkę za mocno.
Wyczuwając to węże zaczęły syczeć i obnażać kły w stronę
ręki. Zuko gwałtownie ją puścił odsuwając się. Uspokoiłem przyjaciół -
przestały syczeć.
- Przepraszam za nie, dużo osób jest tym zdziwione, może to
dlatego że nie widzę.
- … Naprawdę nie widzisz? – zapytał bezpośrednio i
przybliżył się do mnie
- Tak, i przestań mi machać ręką przed twarzą. – zarządałem
- Jak ty…
- Nie bez powodu te węże mnie wybrały, i dodatkowo to że nie
widzę nie znaczy że nie czuje. A przy okazji węże nazywają się : Abbadon,
Lucyfer i Eazela. – Mówiąc ostanie zdanie wskazywałem odpowiednie węże.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mi ojciec.
- Dobrze, na mnie już czas. – powiedział do dwóch mężczyzn –
A ty Ardio, uważaj na siebie, pamiętaj że jesteśmy niepokonani i stawiamy czoła
przeciwnościom losu. – te słowa mówione szeptem do ucha skierował do mnie.
- Dziękuje tato. – usłyszałem jedynie oddalające się kroki
mojego ojca.
(Ardio tak mniej więcej wygląda tylko ma inny kolor włosów i oczu)
