czwartek, 17 września 2015

#1

Wytrzymam jeszcze trochę, nie wyrwę się. Jest za silny. A ręce nad głową też nie pomagają. Wargi mnie już bolą. Ale nie czuję, nawet obrzydzenia. Właściwie nic nie czuję, a może jakąś pustkę, ciemność. Nareszcie skończył. Wytarłem strużkę jego śliny z moich ust.
- Skończyłeś? Mogę już iść? - powiedziałem z ironią
Odwróciłem się i szybko poszedłem do mojego pokoju, aby nie widzieć więcej jego twarzy. Po opadnięciu na łóżko , łzy zaczęły wsiąkać bezwiednie w poduszkę. 'Dlaczego on mi to zrobił i dlaczego ja się tak zachowałem?'
*Następny dzień, rano*
'Bosze jak mi się nie chce wstawać.' Mam take dziwne uczucie. Jakby coś się stało. Często mi się to zdarza. Ale dzisiaj jest tak bardziej. To może ma związek z wczorajszym wydarzeniem. Noż lecz cóż, trzeba żyć dalej. Trzeba zejść na dół na śniadanko.
- Cześć mamo.
Podszedłem do starszej kobiety i ucałowałem jej policzek.
- Smacznego - powiedziałem zasiadając do stołu - Daniel już wyszedł?
- Nie schodził jeszcze na dół. A zazwyczaj jest przed tobą. Możesz iść zobaczyć co z nim?
- Okej, to na szybko. Zrobisz mi śniadanie do szkoły?
- Tak, idź już bo się spóźnicie. 
Wbiegłem po schodach, krzycząc : "Daniel pośpiesz się, co się spóźnimy". Wpadłem do jego pokoju jak huragan. Daniel spał skulony w pozycji embrionalnej z kołdrą pomiędzy nogami. Nie mając skrupułów skoczyłem na niego z wystawionym łokciem.
- Wstawaj, bo się spóźnimy.
- Ałaaa, to boli. Już wstaje, ale zejdź ze mnie.
- Masz 10 minut.
- Dobrze, ale ić już sobie.
Po chwili pędziliśmy moim autem do szkoły. Miałem dzisiaj więcej lekcji, więc Daniel miał na mnie poczekać.
Zmęczony zajęciami wlokłem się przez korytarze, gdy usłyszałem szamotanie w jednej z klas. Spojrzałem przez szparę dla rozpoznania sytuacji. Mój brat stał pod ścianą i przyciskał do płyty dziewczynę. Całowali się, uczennica miała rozpiętą koszulę. 'Co ja mam robic?'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz